..
Kaukaz, Śladami Heraklesa 2008

17 | 11278
 
 
2008-08-17
Odsłon: 843
 

O urodzinach rzecz spisana

O7.08.08   

        Wieczór smagnął niebo jak z bicza, zostawiając na horyzoncie krwawą pręgę. Rozgrzany słońcem wierzchołek góry Kazbek zaczął stygnąć. Niczym transatlantyk schodzący na dno oceanu, zanurzył się w mroku, chmurnie sycząc resztkami parującego ciepła. Wreszcie utonął, a wraz z nim nasz kolejny dzień w Gruzji – koślawo skreślony kilkoma zdaniami w kratkowanym kapowniczku.
        Trud, który doświadczyliśmy zdobywając szczyt pozostanie nam na długo w pamięci. W końcu to nasz pierwszy pięciotysięcznik. 


    Wdzięczni za spokojny wieczór, przysiedliśmy na piętach i zaczęliśmy się wsłuchiwać w opowieści Andrzeja o jego wojażach w górskich zakątkach świata.
      W tym czasie, niepostrzeżenie, do ogródka na tyłach schroniska „Mountain House” wszedł Maciek.

– Wiem, że to dopiero jutro, ale już dzisiaj najlepszego – rzucił w moją stronę, przysiadając się do naszej małej, acz mocno z alkoholizowanej grupy wieczerników.
            – To takie skromne coś – rzekł, wręczając mi reklamówkę słodyczy i małego „frienda”. Jego cztery krzywki wykonane były z sezamu. Przez ich środek przechodziła zapałka, która z pomocą gumek recepturek trzymała to wszystko razem. Za trzpień „mechanika” robił kawałek patyka, który od dołu rozcięty do połowy trzymał w swych kleszczach – w poprzek, na wysokości palców dłoni – kolejną zapałkę, sprzężoną gumką z krzywkami. Był to mechanizm, który, w założeniu, miał poruszać ramionami urządzenia. Całość wyglądała misternie i osobliwie. Niestety, z uwagi na sezam, „mechanik” nie ostał się długo. Może jego pamięć wciąż jeszcze krąży w moim układzie pokarmowym?

               
        Uczta dobiegała końca. Chleb w płynie skończył się, a nasze rozmowy nabrały dziwnej chwiejności. Sen rozpoczął swoją misterną zabawę w rozszarpywanie świadomości. W końcu wyczekiwana propozycja padła – idziemy spać.

 
            W półśnie zdążyłem jeszcze zapytać Maćka.
            - Jak zrobiłeś te krzywki?
            - Zwyczajnie. Obgryzłem.

 

   08.08.08

 

            – Wszystkiego najlepszego – zgodnie krzyknęli chłopaki wnosząc „na salony” niespodziankę.
            – Oby mi ziemia lekką była – dodałem w myślach, zerkając z niedowierzaniem na ładunek, jaki nieśli Maciek i Tomek.  

Dziś są moje urodziny. Odliczam na palcach dłoni. Jedna dziesiątka, druga dziesiątka i jeszcze trochę. Dużo? Mało. Dopiero tyle poleciało? Nie ważne.
              Tort był okrągły, i jak przystało na standardy gruzińskie, cały z chaczapuri (placek serowy). Ta gruzińska potrawa to prawdziwy rarytas wśród głodnych, a do takiej grupy społecznej zdecydowanie należeliśmy. Wciąż w drodze, wciąż z niedoborem tlenu i kalorii, ale przeważnie, z nadwyżką alkoholu we krwi. Na środku tego okazałego placka widniała ta magiczna, wypieczona liczba, a wokół niej, prawie – świeczki.  
           

– Nie mogliśmy znaleźć świeczek – powiedział Maciek, jakby na usprawiedliwienie. Fakt, w torcie tkwiły gumy do żucia w kształcie papierosów, z ewidentnym napisem w stylu „palenie to głupia, ale przyjemna sprawa”. Czy tak było chłopaki?

Zakasałem rękawy, i potężnymi cięciami noża rozpłatałem placek na części. Tak rozczłonkowaną życzliwość rozniosłem po całym schronisku, częstując i zbierając w pamięci przyjazne mi osoby. Divide et impera – byłem jak rozjemca zwaśnionych stron, ukoiłem ból i głód, dałem wytchnienie i spokój, a w naszej małej „polskiej autonomii” zapanował ład i ostateczna sytość. I wszyscy żyli długo, ale czy szczęśliwie?

Dzięki chłopaki. Oby wam Bozia wynagrodziła to w udanych wspinaczkach.

 

-------------------------------------------------------------------------

 

Tego dnia były moje urodziny. Tego dnia narodził się również – w postaci ostatecznej –  morderczy konflikt. Rosja starła się Gruzją. Pieprzona zabawa w politykę przyniosła krwawe żniwo.

Mam szczerą nadzieję, że ci życzliwi ludzie, których spotkaliśmy na swej drodze uniknęli tych piekielności wojny.

Żałuje również, że w takich okolicznościach – popędzani nieobliczalnością Rosjan i całej tej cholernej wojny – musieliśmy wcześniej opuścić Gruzję. Jedno jest pewne, jeszcze tam wrócę, bo to miejsce jest tego warte.

 

 

--------------------------------------------------------------------------

 

Piotr P.

 

 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 
2008-09-29 09:05:29
spasiba :)
nat.b 2008-09-14 22:12:37
Bardzo fanie naskrobales no i Sto Lat! Niesamowite,ze w tym samym dniu taka smutna i wesola selebracja!
Monia 2008-09-12 16:20:00
Przyjemnie się czyta,wyczucie stylu i harmonii.Niesamowite,mimo tylu przeżyć i zmęczenia poczucie humoru. Życzę więcej udanych wspinaczek i tak cudownie przeżytych urodzin:)
Piotr P. 2008-08-21 11:42:38
jest dokładnie tak jak napisałem... :-) skład 1 klasa :)
Piotr P. 2008-08-21 11:41:49
chłopaki są rozumni :)
2008-08-19 10:41:26
I życzę abyście spędzali jak najwięcejczasu razem. Jeśli jest tak jak piszesz to wspólne chwile będziecie pewnie długo długo spominać.
2008-08-18 22:22:57
Chyba fajna z Was ekipa i fajne prezenty. pomyśłowe


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd