..
Kaukaz, Śladami Heraklesa 2008

17 | 11273
 
 
2008-08-09
Odsłon: 786
 

Nasza Kolchida - Stacja Meteo 4. sierpnia 2008


Mrok ogarnal lodowiec. Ostatnie promienie slonca rozdarly sie o szczyty, zalewajac krwawo chmurny niebosklon. 14 godzina marszu rozpoczela swoj bieg, a my wciaz nie mozemy znalezc stacji meteo. Po raz kolejny gory udowadniaja nam, ze pewnosc i hardosc czlowieka to zludne uczucie, ktore mozna bardzo latwo zlamac. Jestesmy niczym robaki u stop olbrzymow, male, powolne, kruche i niezdolne do dialogu. A noc, jak wampir wysysa z nas sily, odbiera cieplo dnia. Walczymy z zimnem, ale jak dlugo mozna przec w przod, jak dlugo jestesmy wstanie krzesac z siebie kazdy nastepny krok. Nie mamy sil, a wola wciaz slabnie.

Zaczyna ograniac mnie wscieklosc, na samego siebie, na Macka, na Tomka i Damiana. Mam ochote pieprznac tym wszystkim i zajac sie czyms innym, byleby tylko byc z dala od tych cholernych gor. Zapadam w letarg, podparty kijkami trekingowymi. W oddali kamienna lawina rozbija sie na morenie. Jest niczym gwaltowny, histeryczny krzyk w mrocznym pokoju, ktory przenika do kosci i przywraca swiadomosc. Bede walczyl, chocby do konca swiata.

W oddali pojawia sie czerwone swiatelko, ktore niesmialo nawiguje mnie w strone zycia. Jak cma, nie rozrozniam swiatel czolowki, ksiezyca i gwiazd. Byc moze kierunek, ktory wybralem jest tym wlasciwym. A ocean moren faluje i znosi mnie na lodowiec. Trzydzieci krokow - to rytm mojego zycia, to rytmika mojego ciala. Tyle moge z siebie dac. Boze, juz dawno nie czulem sie tak koszmarnie wypruty.

Wreszcie docieram do celu. Oto Moja Kolchida - Stacja Meteo. Niesmialo wchodze w mroczne, odrapane korytarze. Czuje sie jak w tanim horrorze. Trzaskajce okiennice i wyjacy wiatr w rozbitych oknach poglebia to irracjonalne uczucie. Wokol pustka. Brak zycia. Cale to miejsce jest jakies nierealne, nieprawdziwe.  

- Kurwa, powiedz chlopakom przez krotkofalowke, ze znalezlismy schronisko. - rzucilem w strone Damiana, po czym osunalem sie na podloge.
Stac mnie tylko na to, zeby swiecic w ich kierunku. To chyba duzo, co?

Sen jest jak zlote runo. Pożadam go z calego serca, ale nie moge usnac, dopoki nie zejda.
Czy oni kiedys zejda?

Jest 00:30 w nocy. Na dzis chyba wystraczy. Jutro rest, a pojutrze, kto wie, moze atak szczytowy?

- Dzieki chlopaki za swiatelko w tunelu. 
- Witajcie w swiecie zywych. - odpowiadam z wielka ulga, widzac ich zmeczone twarze.



Piotr P.
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 
n.b 2008-09-14 22:23:10
Super sie czyta!


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd